Serwis o Finansach Przedsiębiorstw ANALIZA FINANSOWA

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Email Drukuj

Układ zamknięty, ale dlaczego niedoinformowany

Nie jesteśmy serwisem filmowym, ale dziś będzie o filmie :). W sumie trochę off topic, ale nie do końca. Właśnie obejrzałem - skądinąd całkiem niezły - film pana R.Bugajskiego pt. "Układ Zamknięty". Film w ostatnim czasie słynny z powodów swojej tematyki, co w oczywisty sposób daje do myślenia, a nawet może wywołać nieco przytłaczające zwykłego człowieka konkluzje (obyśmy już mieli takie czasy za sobą). Nie mniej parę zupełnie innych rzeczy zwróciło moją - jako finansisty - uwagę, i wymaga krótkiego komentarza.

Nie zdradzę chyba zbyt wiele, ale kluczowa część intrygi złych bohaterów (tworzących tytułowy 'układ zamknięty') oparta jest na oskarżeniu kilku rzutkich przedsiębiorców (właścicieli pewnej spółki) o działanie niezgodne z prawem - a konkretnie o poważne przestępstwa gospodarcze. Oskarżenie odbywa się z zastosowaniem kompletnie fikcyjnych, wyssanych z palca dowodów, i służy pozbawieniu ich wolności (o ich upokorzeniu, nie wspominając), a następnie przejęciu, dzięki temu, rzeczonej firmy. I tu pojawia się pewien problem. Mianowicie, w trakcie przejmowania wspomnianej spółki, źli dopiero po pewnym czasie odkrywają, że nie wiedzieli o jednym istotnym akcjonariuszu spółki (posiadającym 10% akcji, dających 30% głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy). Dowiadują się o tym jakoby z odszyfrowanych informacji znajdujących się komputerze jednego z przedsiębiorców (sic!). Może nie byłoby w tym nic dziwnego, tyle, że mowa jest o spółce, która - jak wynika z treści filmu - jest spółką giełdową! Nie trzeba szczegółowo tłumaczyć, że spółka giełdowa z racji swojego publicznego statusu jest przedsiębiorstwem - z samej zasady jego funkcjonowania - na tyle przejrzystym, że nie da się ukryć wiedzy na temat tak istotnego akcjonariusza. Po prostu przepisy prawa o publicznym obrocie są w tym zakresie tak jasne, że każdy bez problemów musi mieć wiedzę o akcjonariuszu, który ma minimum 5% liczby głosów. Po co odszyfrować w tym celu jakieś informacje na dysku czyjegoś komputera?

I jeszcze jedna "intrygująca" rzecz. Gdy już ostatecznie 'układowi' udaje się osiągnąć swój cel i przejmuje firmę, wszystko nagle przepada, a przejęta firma praktycznie przestaje istnieć. Okazuje się bowiem, że spółka w dużym stopniu była finansowana zobowiązaniami, a konkretnie zakup całego majątku produkcyjnego został zakupiony z odroczoną płatnością (nazwane w filmie "kredytem kupieckim"). W związku z tym, duński sprzedawca urządzeń i maszyn nie otrzymawszy swojej należności za ten majątek, zabiera go ze spółki, która de facto nie może z tego powodu dalej funkcjonować. Abstrahując od tego czy ktoś za kredyt kupiecki sprzedaje znacznej wartości majątek produkcyjny, sytuacja braku wiedzy na temat tak istotnej kwestii jest praktycznie nieprawdopodobna. Co ciekawe, jeden z bohaterów komentując tą sytuację, mówi, że dokumenty dotyczące działalności były sporządzane w różnych językach i ta okoliczność jakoby uniemożliwiała zorientowanie się w rzeczywistej sytuacji (sic!). Hmm, ciekawa konkluzja.. A przecież wystarczyło obejrzeć bilans spółki...

Szkoda, że te kwestie nie zostały lepiej przygotowanych przez twórców filmów, bo akurat na nich w dużym stopniu zasadza się intryga filmu. Generalnie zarówno idea filmu i jego przesłanie jak najbardziej interesujące i warte uwagi, ale tych parę szczegółów nieco psuje oglądanie komuś kto nieco więcej wie o funkcjonowaniu firm. Cóż, scenarzyści akurat w tym obszarze się nie popisali. A w zasadzie raczej konsultant z tego zakresu. A może go w ogóle nie było?

PS. Mam nadzieję ze po tym artykule nikt po mnie nie przyjdzie ;)

 
Reklama